- Wiedzieliśmy, że jest bardzo źle, ale wierzyliśmy, że Rysiek wygra z chorobą - mówią aktorzy, którzy go znali. RYSZARD MAJOR był nie tylko wybitnym reżyserem, ale też prawdziwym przyjacielem aktorów.
- Był oceanem spokoju, żadnych krzyków na próbie, czasem tylko poprychał trochę, wtedy człowiek wiedział, że jest niezadowolony - opowiada Stanisław Michalski. - Dogadywaliśmy się bez słów, czytałem w jego oczach o co mu chodzi. Potrafił tak cudownie, jednym celnym zdaniem wyjaśnić o co mu chodzi. Spotkałem go ostatni raz w ubiegłym miesiącu. Spytałem, jak się czujesz? Rysiu, jak to on, prychnął dwa razy, fu, fu. Wypytuję dalej, a mógłbyś dodać coś jeszcze, a Rysio na to: - Dobrze! Dobrze! Czekał na próby wznowieniowe "Balu manekinów" Brunona Jasieńskiego. Był rok 1973 kiedy to Ryszard Major, dwudziestopięcioletni wówczas student warszawskiej PWST, zadebiutował w teatrze Wybrzeże spektaklem "Teatr osobny" Mirona Białoszewskiego. Dwa lata później zrealizował "Szóstą szóstą" Peipera i "Marię Stuart" Schillera, wreszcie w 1976 roku słynne "Białe małżeństwo" Różewicza. - Było to wydarzenie artystyczne i jednocześnie skandal - pi