Aberracyjne okoliczności towarzyszyły narodzinom tej "Nie-Boskiej": szef Teatru Narodowego Jerzy Grzegorzewski zapowiedział dymisję, motywując ją szyderstwami krytyki, jakich... spodziewa się po premierze. Osobliwa asekuracja spełniła zadanie, szyderstw nie było, choć nie zbrakło sprzeciwów. Czy podobna było jednak ich uniknąć? Obejrzeliśmy kolejną odsłonę uprawianego ostatnio przez Jerzego Grzegorzewskiego teatru elegijnego, w którym niegdysiejsze uniesienia i czyny, namiętne wzloty, historyczne gesty ulegają oddaleniu i unicestwieniu, w którym bohater stoi twarzą w twarz ze śmiercią (obecną tu w licznych motywach weneckich), a w życiowym bilansie ma "próżnię w sercu" i świadomość, że czego dotknął - niszczył. Apatyczna bezsilność z rzadka przerywana dramatycznymi próbami nawiązania kontaktu z odchodzącym światem jest głównym rysem roli Henryka (Jan Englert); ironiczny podszept szatański "dramat układasz" pasuje i do póz Hrabiego, i do
Tytuł oryginalny
Próżnia w sercu
Źródło:
Materiał nadesłany
Polityka nr 25