Czy widowisko "Twój anioł Wolności ma na imię" warte było 9 milionów

Pozory spójnej i przemyślanej całości spektaklowi nadawały rozdziały o patetycznych tytułach: "Zmagania", "Niesprawiedliwość", "Pokój". Jednak wykonawcy spektaklu pojawiali się na scenie w przypadkowej kolejności, całość nie miała żadnej dramaturgii i w przemyślany sposób budowanego napięcia. Koncert sprawiał wrażenie nieprzemyślanego zlepku lepszych lub gorszych indywidualnych prezentacji - widowisko Roberta Wilsona recenzują Patryk Gochniewski i Mirosław Baran z "Gazety Wyborczej Trójmiasto".

«Widowisko zapowiadane jako ogromne wydarzenie łączące różne rodzaje sztuk okazało się zwykłym koncertem. Dominowała w nim muzyka, a zapowiadane efekty multimedialne to wyświetlane fragmenty filmów i montaż zdjęć z początków Solidarności, pokaz sztucznych ogni (czyli jeden z najjaśniejszych - dosłownie i w przenośni - elementów widowiska) oraz ogromny, nadmuchany łańcuch, podnoszony w powietrze przez balony. Czyli tak naprawdę nie zobaczyliśmy w stoczni nic, czego nie można zobaczyć na zwykłych, nie jubileuszowych koncertach gwiazd pop. A za całość Europejskie Centrum Solidarności zapłaciło blisko 9 milionów zł.

Gwiazdy z łapanki

Spektakl reżyserował Robert Wilson, legenda amerykańskiego teatru niezależnego. Blisko rok temu przedstawiał nam wizję widowiska. Jednak z zapowiadanych wtedy gwiazd i rozwiązań scenicznych nie zobaczyliśmy praktycznie nic. Wilson pracował z wykonawcami dobranymi - delikatnie mówiąc - w ostatniej chwili. Twórcom reprezentującym różne odmiany muzyki rozrywkowej towarzyszyli polscy aktorzy, młody pianista grający Chopina, Ukrainka Ksenia Simonowa, tworząca na żywo rysunki z piasku czy mieszkający w Polsce uchodźcy z Kuby, Tybetu i Sudanu.

Pozory spójnej i przemyślanej całości spektaklowi nadawały rozdziały o patetycznych tytułach: "Zmagania", "Niesprawiedliwość", "Pokój". Jednak wykonawcy spektaklu pojawiali się na scenie w przypadkowej kolejności, całość nie miała żadnej dramaturgii i w przemyślany sposób budowanego napięcia. Koncert sprawiał wrażenie nieprzemyślanego zlepku lepszych lub gorszych indywidualnych prezentacji.

Stylistyczny eklektyzm

Muzyczna część widowiska "Solidarność. Twój anioł Wolność ma na imię" była równie niespójna. Zestawienie obok siebie takich artystów, jak Macy Gray, Rufus Wainwright (jego uduchowiona wersja "Hallelujah" wzbudziła spore poruszenie wśród publiczności) czy grupa Kroke było nieprzemyślane, bo każdy z nich wywodzi się z innego muzycznego klimatu. Kiedy publiczność ożywiała się przy piosenkach Gray - której występ był jednym z lepszych podczas wieczoru - zaraz po niej na scenie pojawiał się Kroke, a do ich muzyki Jerzy Radziwiłowicz i Krystyna Janda [na zdjęciu] deklamowali wiersze.

Nie do końca zrozumiałym przedsięwzięciem było także poproszenie Lou Reeda czy Moby'ego o przeczytanie innych wierszy polskich autorów.

Może lepiej było zaprosić jedną dużą gwiazdę na pełnowymiarowy koncert niż kilka innych, które zaśpiewają po dwie piosenki. Przynajmniej wtedy całość byłaby spójna i trafiłaby do publiczności. A tak widowisko było skierowane nie wiadomo do kogo. Ludzie pamiętający wydarzenia sprzed 30 lat, mogli poczuć emocje, kiedy wygłaszano ówczesne postulaty czy teksty z tamtego okresu. Ale inni, którzy oczekiwali "wydarzenia, jakiego jeszcze nie było", bo tak zapowiadano koncert, mogą się czuć rozczarowani.

Pamiętać o Solidarności

Dlaczego z rocznicy klęski Powstania Warszawskiego udaje się w stolicy stworzyć świetne wydarzenie kulturalne, a z radosnego święta podpisania Porozumień Sierpniowych - pełne nadęcia i przytłaczającego nastroju widowisko? Kiedy dwa tygodnie temu na Targu Węglowym zorganizowano koncert "Możdżer +" (w ramach festiwalu "Solidarity of Arts", współfinansowanego przez Europejskie Centrum Solidarności) mieliśmy tam to, czego zabrakło podczas imprezy w stoczni: spójność, płynność, charyzmę oraz patos w przyswajalnej ilości.

"Twój anioł Wolność ma na imię" bronią niektóre elementy; takie jak efektowny pokaz sztucznych ogni zsynchronizowany z muzyką czy występ Macy Gray. Ważnym - jeśli nie w efekcie najważniejszym - elementem widowiska był początek. Na scenie zobaczyliśmy prezydenta Komorowskiego oraz bohaterów wydarzeń sprzed 30 lat - Lecha Wałęsę i Bogdana Borusewicza, którzy zebrali gromkie brawa. Marszałek Senatu zaapelował o pamięć o nieżyjących już działaczach Solidarności. Bo w końcu taki był główny cel koncertu - podtrzymać pamięć o gdańskim zrywie.

Maciej Zięba, dyrektor ECS broni widowiska:

"Chcieliśmy w widowisku "Solidarność. Twój anioł Wolność ma na imię" połączyć różne rodzaje sztuk. I to się udało: mieliśmy performance, muzykę, wideo i fajerwerki jako odrębne dzieło sztuki. Pojawiła się też poezja - i to różnorodna; od Juliusza Słowackiego, poprzez Wisławę Szymborską, po wiersz 11-letniego Adama Pypana nagrodzony w konkursie "Moja mała Solidarność". Widowisko było także zróżnicowane muzyczne: usłyszeliśmy Fryderyka Chopina, współczesnego klasyka Philipa Glassa oraz muzykę popularną, dla młodzieży. Efektowne momenty widowiska były zdecydowanie warte tego, by przygotować całość. Z tego bardzo się cieszę.

Druga rzecz, która napawa mnie radością, to fakt, że w stoczni pojawili się przedstawiciele związku z całej Polski, by spędzić ten wieczór wspólnie. Bo Solidarność jest dobrem całego narodu".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego