Gdyby szukać słowa przylegającego jak niemowlę do piersi matki dla określenia tego, co się w oliwskim parku i archikatedrze od pięciu lat już w sierpniu dzieje, a co zostało nazwane Mozartiana, byłoby to słowo ożywienie. Słowo, w którym spotykają się życie, żywioł, wybudzenie ze snu itd. - o gdańskim festiwalu pisze Tadeusz Skutnik w Polsce Dzienniku Bałtyckim.
Międzynarodowy Festiwal Mozartowski został pięć lat temu zaproponowany Gdańskowi przez Jana Łukasze wskiego, dyrektora i dyrygenta Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis, dla uczczenia 250 rocznicy urodzin jednego z naj - większych geniuszy muzycznych w historii ludzkości. Reali- zację pomysłu wzięła na siebie Schola. Od szukania mecenasów, partnerów, sponsorów, przyjaciół po patronów medialnych... Było ich wielu, jak cymbalistów w "Panu Tadeuszu", a największy wśród nich tegoroczny sponsor strategiczny: Polnord. Wielu też było zaproszonych gości-znakomitości. Dzięki nim Mozartiana stała się festiwalem wielonurtowym. Znajduje w nim coś dla siebie i amator jazzu (tym razem np. w Mozarcie na jazzowo w sekstecie Krzesimira Dębskiego), i czegoś tradycyjnego (powiedzmy w koncercie arii i duetów "Okrutna miłość"), a nawet całkiem poważnego (finał: Wielka Msza c-moll w katedrze oliwskiej). Na pograniczu nurtów płynął koncert "Moz