Każdemu, kto intensywnie zajmuje się wybraną dziedziną życia, z biegiem lat wytwarza się w mózgu coś w rodzaju katalogu podstawowych doświadczeń. Zestawu obrazów, wspomnień czy przeżyć, które zapadły w pamięć i kształtowały w sposób jak najbardziej elementarny myślenie o owej dziedzinie. Jedną z takich ikon, która do dziś stoi mi przed oczami, mimo że upłynęło już trzydzieści lat, jest obraz foyer Teatru Powszechnego na warszawskiej Pradze. Ja przychodzę do teatru, a po foyer spaceruje pewien pan ubrany z wyszukaną, bo dyskretną elegancją i przenikliwym, uważnym wzrokiem lustruje widownię. Spotyka się oczami z wchodzącymi ludźmi. Doskonale wiem, że nie jestem szczególnie ważnym gościem - obszarpany student, który nie bez trudu wyżebrał w kasie wejściówkę. A jednak mam niezachwianą pewność, że temu spacerującemu wzdłuż ściany panu uczciwie i rzetelnie zależy na tym, żeby z takimi jak ja widzami trzydziestego czy czterdziestego
Tytuł oryginalny
Metafizyka trafiania w czas
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 5