Ach! Nihili¶ci!...

«Pierwszą i chyba najsłynniejszą definicję nihilizmu w literaturze dał, jak pamiętamy, Iwan Turgieniew w "Ojcach i dzieciach", powieści wydanej w roku 1862. Jeden z głównych bohaterów, Bazarow, mówi, że "nihilista to człowiek, który nie schyla głowy przed żadnymi autorytetami, który nie przyjmuje żadnego pryncypu na wiarę, nawet gdyby ten pryncyp był otoczony największym szacunkiem". Trzeba było wielu lat, by Gottfried Benn dostrzegł związek nihilizmu Bazarowa z "fanatyczną wiarą w postęp" i "radykalnym pozytywizmem w przyrodoznawstwie i socjologii"

Tak czy owak, z chwilą wydania powieści Turgieniewa zaczyna się zawrotna kariera słów "nihilizm" i "nihiliści", które szybko przenikają do powszechnej świadomości ludzi Zachodu. Jako epitet, którym stygmatyzuje się przeciwnika, ale też jako - niepokojąca jednych, a budząca nadzieje drugich - diagnoza nowej sytuacji, w jakiej znalazł się człowiek. To ostatnie było zasługą m.in. Fiodora Dostojewskiego i Fryderyka Nietzschego. Nietzsche w Woli mocy pisał, że "nihilista to człowiek, który sądzi o świecie, jaki jest, że być nie powinien, a o świecie, jaki być powinien, że nie istnieje".

Kiedy słowo "nihilizm" pojawia się po raz pierwszy w literaturze polskiej? Czy w "Lalce"? Baronowa Krzeszowska obrzucona śledziem przez studentów krzyczy przecież: "Ach! Nihiliści!", nie bardzo chyba rozumiejąc, co tak naprawdę użyte przez nią słowo wyraża. Pokazuje to jednak, że w czasie, kiedy toczy się fabuła "Lalki" (rok 1879), weszło już ono do potocznej polszczyzny i że, jeśli nie pełniło roli inwektywy, na pewno kojarzyło się z rzeczami budzącymi niechęć, a nawet lęk.

Potem będzie długa lista książek o nihilizmie i nicości, którymi pewnie ktoś się kiedyś zajmie, bo wyłoni się z nich polska historia literacka nihilizmu - od, powiedzmy, Nihilistów Wacława Gąsiorowskiego z roku 1908 do Doliny Nicości Bronisława Wildsteina z 2008 roku.

Nihilizm jawił się chyba najczęściej pisarzom polskim jako zagrożenie, i to zagrożenie płynące z zewnątrz - ze strony "wroga", rewolucjonisty, niszczącego dotychczasowy ład świata, przybywającego zwykle ze Wschodu, rzadziej z Zachodu. Stąd ostrzeżenia przed nihilizmem formułowane na progu lat dwudziestych XX wieku, na przykład przez Mariana Zdziechowskiego czy Stefana Żeromskiego, przyjmują formę demaskowania wpływów rosyjskich na duszę polską, bo dla Polaków Rosja przez długi czas będzie ojczyzną nihilistów. W późniejszych o niemal półwiecze Longobardach Zbigniewa Herberta nicość nadjeżdża już z barbarzyńskiej i dzikiej północy, krzycząc "swoje przeciągłe nothing nothing nothing".

Ten okrzyk budził lęk pisarzy, ale też przykuwał ich uwagę, a nawet - zwłaszcza po drugiej wojnie światowej - zdawał się już dochodzić z wnętrza samej literatury. Przykładem tego ostatniego jest twórczość Borowskiego i Różewicza, których niejednokrotnie określano jako nihilistów, a nawet o nihilizm oskarżano, co ciekawie opisał niedawno Michał Januszkiewicz w książce Horyzonty nihilizmu. Gombrowicz - Borowski - Różewicz. Dodamy do tej listy pewnie i takiego Mrożka, który komentując w swoim dzienniku słowa Adama Tarna: "Człowiek nie może zostać bez niczego", pisał: "Co jego przeraża, dla mnie jest nadzieją". O tym wszystkim myślałem, czytając arcyciekawą książkę, a właściwie esej filozoficzny Mateusza Wernera Wobec nihilizmu. Gombrowicz. Witkacy. Zdaje mi się ona ważnym i symptomatycznym zarazem sygnałem zainteresowania, jakie ostatnio budzi fenomenem nihilizmu. Wiąże się z tym próba swego rodzaju zredefiniowania go i pokazania jako zjawiska "swojego", nie "obcego", a przy tym do pewnego stopnia "normalnego", które nie jest jakimś akcydensem w dziejach polskiej kultury. Inna rzecz, że trudno zgodzić się z tezą Wernera, że kwestią nihilizmu pisarze polscy zajmowali się sporadycznie, a Witkacy i Gombrowicz należą do nielicznych, których twórczość można postawić w "kręgu pytania o nihilizm". Przytoczone wyżej nazwiska - a listę tę zapewne dałoby się wydłużyć (Wat!) - świadczą o czymś przeciwnym. Być może także pytanie o nihilizm należy do najczęściej stawianych w naszej literaturze. Nie znaczy to oczywiście, że kwestionować należy wybór akurat Gombrowicza i Witkacego jako tych pisarzy, których twórczość szczególnie intensywnie i oryginalnie stawiała ten problem. Nawet jeżeli w przypadku Gombrowicza samo pojęcie pojawiało się rzadko, a pisarza trudno uznać za "świadomego kontynuatora któregoś z nihilistycznych wątków". Werner bowiem - podążając tu śladami m.in. niemieckich filozofów i historyków idei - nihilizm rozumie szeroko, jako "w równym stopniu konieczny warunek nowoczesności, jej produkt uboczny i prawdopodobną konsekwencję". "Nowoczesności", czyli tego etapu w dziejach Zachodu, który narodził się w chwili, gdy człowiek uwierzył, że będzie podmiotem procesów kulturotwórczych i historycznych. Chciał on takiego przekształcenia rzeczywistości, które doprowadziłoby do wyeliminowania z życia nie tylko Boga, ale też wszelkiej "ambiwalencji".

Niewypowiedzianym założeniem nihilizmu jest jednak horyzont Pascalowskiego "albo - albo", czyli: albo Bóg, albo nicość. Werner zauważa, że "horyzont ten nie tylko odpowiada sytuacji nihilistycznej, ale ją stwarza". Kiedy "pozytywna" strona alternatywy traci swą oczywistość? Werner przywołuje zdanie Nietzschego, który twierdził, że od Kopernika, kiedy to człowiek zaczyna dążyć "z centrum do X", a więc - dopowiada autor - ku kosmicznej próżni, nicości. "Dopiero z chwilą, kiedy świat przestał być domem, całością, w której wszystko jest dobre, alternatywa Boga i nicości wyłaniająca się z chrześcijaństwa stała się widoczna, choć była tam od początku. Dopiero wtedy człowiek ją dostrzegł, to znaczy uznał jej realność".

Werner uważa, że raz uruchomiony proces negacji nie dawał się już zatrzymać, nicując każdą kolejną "podstawę" i skazując człowieka nowoczesnego na doświadczenie bezdomności, wykorzenienia, obcości, a wreszcie nicości. Nicości poznania, prawdy, świata, etyki, własnej egzystencji i samego siebie. Cytowany osiemnastowieczny myśliciel niemiecki Friedrich Jacobi napisał przenikliwie: "Jeśli chcemy poznać, jak uszyta jest pończocha, musimy ją spruć, ale co nam zostanie w rękach, kiedy to już zrobimy? Nicość".

Faustyczna pycha połączona z przekonaniem, że "Bóg jest martwy" i że nastąpiło "odwartościowanie się wszystkich wartości", budują nowy obraz świata, w którym człowiek zmuszony jest do "samodzielności". Budzi to początkowo lęk, histerię, melancholię, potem nadzieję na wolność i autentyczność, a wreszcie - już w romantyzmie - staje się źródłem nihilistycznego zwątpienia, które jest "gorzkim owocem" skazanych na klęskę projektów "samozbawienia człowieka i jego autodeifikacji".

Streszczam tu niezgrabnie wyrafinowane i uczone wywody Wernera, których szczególnie ciekawą częścią zdają mi się jego uwagi o kondycji nihilizmu dzisiaj, kiedy to panuje nie tylko - jak chce autor książki - nihilizm "faktyczny", ale wręcz "banalny" i "roześmiany", jakoś oswojony, spowszedniały i akceptowany. Nihilizm roześmiany - pisze Werner z niejaką odrazą - "przestał być horrorem, stracił swój dramatyzm". Tym dodatkowo tłumaczy się pewnie wybór Gombrowicza i Witkacego, którzy jawią się jako ci spośród pisarzy polskich, którzy dogłębnie przemyśleli nihilistyczne konsekwencje nowoczesności i którzy niejako z jej wnętrza dystansowali się wobec wiar w emancypację nowego człowieka, nie mając przy tym "reakcyjnych" złudzeń o możliwości powrotu do przednowoczesnego status quo ante. W gruncie rzeczy obaj przynależeli do formacji, którą Antoine Compagnon określił mianem anty-nowoczesnych. Werner nazywa Gombrowicza efektowniej nawet, mówiąc o nim "renegat nowoczesności", pozbawiony złudzeń wobec nowoczesnych utopii (sławne: "im mądrzej, tym głupiej"), a zwłaszcza wobec prób usunięcia z życia ludzkiego ambiwalencji. Świadczy o tym choćby Gombrowiczowska koncepcja podmiotu, w której kluczowe jest doświadczenie bólu i, wywiedziona przez Wernera, formuła: "cierpię, więc wiem, że chcę być". Jeszcze wyraźniej owa anty-nowoczesność wybrzmiała w pisarstwie Witkacego,

który do końca, niczym Don Kichot, walczył z "niwelizmem" i związanym z nim "odtajemniczaniem świata".

Co łączyło Gombrowicza i Witkacego? Między innymi, zauważa Werner, świadomość, że jednym z gorzkich owoców nowoczesności jest pojawienie się "nihilizmu prostego człowieka". A więc tego spod znaku Sajetana Tempego i Pijaka. Ów nihilizm przejawiać się będzie w braku kulturowych potrzeb, nawyków czy ideologicznie uzasadnianej pogardy dla "wyższych wartości" lub wreszcie tego, co Witkacy określał mianem "uśmiechu kretyna" kultury masowej. Odmienne były jednak strategie obu pisarzy na ów "uśmiech kretyna". Witkacy z patosem wysuwał "imperatyw osobistego heroizmu", który kazał mu m.in. prowadzić niezliczone polemiki z "niwelistami". Gombrowicz wybierał ironiczną grę z nowoczesnością i literaturę, która była dlań oazą, gdzie "mógł hasać, przestrzegając tylko tych reguł, które ustanowił dla samego siebie".

Która z tych strategii jest lepsza w czasach nihilizmu banalnego i spełnionego, kiedy to - jak pisze sarkastycznie, ale i z niepokojem Werner - "miejsce samowiednego obywatela zajął chiński obywatel"? Nie jest to jasne. Ani może nawet potrzebne. Książka kończy się tezą, że banalizacja nihilizmu jest świadectwem wyczerpania jego możliwości. Oby!

Maciej Urbanowski - profesor UJ, historyk literatury polskiej, krytyk literacki, edytor, współzałożyciel i zastępca redaktora naczelnego dwumiesięcznika "Arcana".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego