Z ostatniej chwili:
"Maria Antonina. Ślad królowej" w reż. Wojciecha Farugi, Teatr Polski w Bydgoszczy, zdjęcie Natalii Kabanow, finalistki IV Konkursu Fotografii Teatralnej w kategorii "Zestaw dokumentacyjny z przedstawienia"
fot. Natalia Kabanow

Krzysztof Warlikowski: Mało znaczę w tym biznesie

- Z moimi pierwszymi inscenizacjami operowymi było tak jak w teatrze - stanowiły próbę zapomnienia tego, co widziałem w życiu, by zacząć myśleć od nowa - mówi Krzysztof Warlikowski, reżyser i dyrektor Nowego Teatru w Warszawie, w rozmowie z Jackiem Marczyńskim w Teatrze.

JACEK MARCZYŃSKI Pana ostatnią nową realizacją operową są "Bachantki" w oryginalnej angielskiej wersji - "The Bassarids". Kiedy pięćdziesiąt lat temu Hans Werner Henze komponował ten utwór dla festiwalu w Salzburgu, Dionizos mógł być kimś, kto burzył stary, skostniały świat, zapowiadał bunt młodej generacji. Kiedy w 2018 roku Pan realizował "Bachantki" w Salzburgu, chyba inaczej postrzegamy Dionizosa? KRZYSZTOF WARLIKOWSKI Za każdym razem patrzymy na Dionizosa inaczej. Czy słuchał Pan nagrania "Bachantek" z 1966 roku? Tam było może przeczucie buntu, ale nie było realizacji. Powstała kolejna opera wystawiona ówczesnym językiem inscenizacyjnym.