EN

4.03.2000 Wersja do druku

Pinter, czyli które nogi piękniejsze

Przed 30 laty londyńska prapre­miera "Dawnych czasów" zosta­ła przyjęta entuzjastycznie. W dramacie Harolda Pintera dostrze­żono nowe słowo dramaturgii, któ­ra nawiązując do salonowego dra­matu konwersacyjnego pokpiwała z jej zuży­tej formy, łudząc widzów falsyfikowanymi konfliktami. Na scenie bowiem rozgrywał się dramat cieni, konflikt niewykończonych form. Bohaterowie daremnie poszukujący swojej tożsamości czepiali się strzępów zapo­mnianej przeszłości, rywalizując o swoje miejsce w życiu innych postaci. Nie odbierając temu dramatowi niczego z finezji, może bardziej do czytania niż do oglądania, nie spo­sób nie powtórzyć po raz któryś, że nic nie starzeje się tak szybko jak awangarda. Toteż "Dawne czasy" już w niewiele lat po urodzeniu okazały się bodaj najnudniejszą sztuką Pintera. Trudno bowiem upa­jać się śmieszną w istocie sytuacją, potwierdzającą żałosne zagubienie postaci dramatu, które nie po­trafią ani same si

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pinter, czyli które nogi piękniejsze

Źródło:

Materiał nadesłany

Trybuna nr 54

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data:

04.03.2000

Realizacje repertuarowe