EN

7.12.1993 Wersja do druku

Gra w umieranie

Sceneria ma w sobie coś z plastycznego performance. Pod oknem w niewielkiej salce dwie ubrane na biało postacie, my na przeciwko nich w rzędach stłoczeni. A między nami dzieląca nas od placu przyszłej gry żelazna konstrukcja z magiczną białą kulą u szczytu, która, "zagra" dopiero w ostatnich, najbardziej dramatycznych scenach spektaklu.

Dla kogoś, kto przed przedstawieniem zapoznał się ze sztuką, największym zaskoczeniem jest tak radykalne uwspółcześnienie jej. Sirera widział ją w splendorze wnętrz osiemnastowiecznego pałacu i w czasach potęgi wszechmożnej arystokracji, które bieg zdarzeń na scenie czyniły bardziej prawdopodobnym. Oto aktor, czyli jak się to wówczas mówiło komediant, zgłasza się na wezwanie do wielkiego pana markiza. Zamiast niego jest tylko służący. Ale już po chwili okazuje się, że to nie on, ale uciekający się do gry w przebrania sam pan markiz - Zbigniew Grochal. I zaczyna się między nimi gro w teatr, i gra o życie. A przede wszystkim wpisany w nią dyskurs o granicach fikcji i rzeczywistości w teatrze, w aktorstwie. Przedstawienie na Scenie Nowej ma dwóch tylko aktorów. A ról w nim i zadań aktorskich tyle, że można by nimi obdzielić niejeden jeszcze spektakl. Takie jak ta dwuosobowe sztuki w pełni sprawdzają się właściwie tylko pod warunkiem konce

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Gra w umieranie

Źródło:

Materiał nadesłany

Głos Wielkopolski nr 284

Autor:

Olgierd Błażewicz

Data:

07.12.1993

Realizacje repertuarowe