EN

15.02.2000 Wersja do druku

Fikus beniamina

Trochę wstyd wyznać, ale jak szczerość, to szczerość do końca, nawet za cenę bezce­remonialnej spowiedzi z najciemniejszego erotycznego czynu mego. Otóż, proszę księdza, dnia 12 lutego roku pańskiego 2000, gdzieś w okolicach godziny 23, ocknąłem się w sytuacji niedwuznacznej, ściślej - leżałem, proszę księ­dza, na mej dorodnej roślinie doniczkowej, na fi­kusie beniamina mianowicie. Moja zazwyczaj stoicko spokojna Małgorzata szarpała mnie za włosy, na usta wystąpiła jej czarna piana mordu, a w zwierzęcym skowycie wibrowały furie sine jak stary topielec. Puść ją, ty ciemny zboczeńcu! Bydlęce łapy precz od fikusa beniamina, którego ja tyle podlewałam, a którego ty tak hańbiąco po­dziurawiłeś! I rzeczywiście - w trzęsącej się gar­ści trzymałem ociekający sokami widelec, fikus beniamina zaś był jednym wielkim sitem. Taka jest prawda, proszę księdza. Ale prawda jest, niestety, również taka, że jak doszedłem do siebie całkowici

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Fikus beniamina

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 38

Autor:

Paweł Głowacki

Data:

15.02.2000

Realizacje repertuarowe