Publicznośc wraca do warszawskich teatrów. Profesor, student, emerytka, bywalec klubów czy bizneswoman z nieprzymuszonej woli kupują bilet do teatru. Tworzy się Partia Kochających Teatr.
Prawie niezauważona przeszła informacja, którą w wywiadzie dla "Gazety" rzucił dyrektor Biura Teatrów Janusz Pietkiewicz; w ubiegłym roku warszawskie teatry sprzedały prawie milion biletów. A przecież trzeba bić w dzwony i puszczać race nad Pałacem Kultury, takiego powodzenia teatr w Warszawie nie miał od wielu lat! Jeśli jeszcze doliczymy sceny należące do samorządu wojewódzkiego oraz dwie sale Teatru Narodowego, okaże się, że statystycznie co drugi warszawiak był w ubiegłym roku w teatrze. Tymczasem średnia krajowa jest porażająco niska: według OBOP-u do teatru w Polsce w roku 2003 poszło niewiele ponad 10 procent respondentów. Oczywiście ze statystyką jest tak jak z Kowalskim, który nie zdradza swojej żony, natomiast jego sąsiad owszem, i to dwa razy w miesiącu. Statystycznie więc każdy z nich zdradził żonę raz. Dużą grupę widzów warszawskich teatrów stanowi widz stadny, dostarczany pod drzwi autokarem, 0 czym przekonać się może każd